Dlaczego młodzi nie angażują się społecznie? (I dlaczego kompletnie mnie to nie dziwi)

 „Chciałabym, ale po prostu nie mam kiedy”. „I co mój jeden głos zmieni?”. „Wolontariat? Super sprawa, ale muszę z czegoś żyć”.

Słyszę to niemal za każdym razem, kiedy rzucam na spotkaniu ze znajomymi hasło: „Słuchajcie, jest super akcja ekologiczna w weekend, potrzebujemy rąk do pracy!”. I wiecie co? Jeszcze rok temu pewnie wewnętrznie przewracałabym oczami, myśląc: „Co za bierność”. Dzisiaj, po trzech latach koordynowania projektów studenckich i pracy w NGO, doskonale ich rozumiem.

Łatwo jest rzucić chwytliwym nagłówkiem, że „pokolenie Z myśli tylko o sobie i TikToku”. Łatwo zwalić wszystko na rzekomy egoizm. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej skomplikowana.

Dlaczego więc młodzi ludzie tak rzadko angażują się społecznie? Spójrzmy prawdzie w oczy – z mojej perspektywy „od środka”.



1. Mit „braku czasu”, który wcale nie jest mitem

Zacznijmy od kwestii najbardziej prozaicznej: czasu i stabilności.

Pokolenie naszych rodziców często wyobraża sobie studia jako pasmo niekończących się imprez przerywanych dwoma tygodniami sesji. Jak to wygląda u nas?

  • Studia dzienny na wymagającym kierunku.

  • Praca na pół etatu (lub chociaż staż), żeby opłacić pokój w dużym mieście, którego ceny szybują w kosmos.

  • Próba utrzymania jakichkolwiek relacji towarzyskich i snu na poziomie chociaż 6 godzin na dobę.

Kiedy Twoja codzienność to wieczna żonglerka między nauką a pracą za najniższą krajową, wolontariat staje się luksusem. To smutna prawda: aby móc oddać swój czas za darmo, trzeba najpierw mieć zabezpieczone podstawowe potrzeby bytowe. Jeśli cały tydzień walczysz o przetrwanie, w weekend chcesz po prostu leżeć i patrzeć w sufit, a nie ratować świat.

2. Kryzys sprawczości, czyli „mój głos nic nie znaczy”

Żyjemy w cieniu wielkich kryzysów: klimatycznego, geopolitycznego, ekonomicznego. Codziennie jesteśmy bombardowani wiadomościami o tym, jak bardzo system jest zepsuty. I na tym tle pojawia się myśl:

„Skoro rządy i wielkie korporacje mają w nosie planetę, to co zmieni moje sobotnie sprzątanie parku?”

To paraliżujące poczucie braku sprawczości. Kiedy problemy wydają się gigantyczne, małe, lokalne działania wydają się śmieszne i bezcelowe. Młodzi ludzie nie angażują się nie dlatego, że im nie zależy. Często nie angażują się, bo czują się bezsilni.

3. Bariera wejścia (i to nieszczęsne „NGO-sowe” zadęcie)

Moje pierwsze kroki w wolontariacie? Totalny chaos. Weszłam do organizacji pełnej ludzi, którzy posługiwali się hermetycznym językiem: projekty, milestone'y, granty, targety, rzecznictwo. Czułam się tam jak intruz, który zaraz zrobi coś źle.

Wiele organizacji społecznych cierpi na brak... świeżości w komunikacji. Formularze zgłoszeniowe ciągnące się w nieskończoność, brak jasnych informacji zwrotnych, czy sztywna, biurokratyczna atmosfera skutecznie odstraszają kogoś, kto po prostu chciał zrobić coś dobrego w wolnym czasie. Jeśli zaangażowanie wymaga przejścia przez drogę przez mękę, zanim w ogóle zacznie się działać – ludzie odpuszczą.

Moje doświadczenia: Dlaczego ja w tym tkwię?

Mimo tych wszystkich barier, ja nadal tu jestem. Biegam z puszkami, piszę petycje, organizuję debaty i zdzieram gardło na manifestacjach. Dlaczego?

Nie robię tego z czystego altruizmu. Robię to, bo wolontariat dał mi coś, czego nie dały mi żadne wykłady:

  • Prawdziwy wpływ na moje otoczenie: Kiedy widzisz, jak dzięki Waszej zbiórce lokalny schronisko dostaje nowe ocieplane budy na zimę, poczucie bezsilności znika. Natychmiast.

  • Ludzi, którzy myślą podobnie: W świecie algorytmów promujących polaryzację i hejt, znalezienie grupy ludzi, którym „chce się chcieć”, to najlepszy detoks dla psychiki.

  • Umiejętności (i to te twarde): Zarządzanie budżetem projektu, wystąpienia publiczne, radzenie sobie z kryzysami – to rzeczy, które wpisuję do CV z czystym sumieniem.

Jak możemy to zmienić?

Jeśli chcemy, żeby młodzi ludzie się angażowali, musimy przestać ich oceniać, a zacząć ułatwiać im start.

  • Skala mikro: Wolontariat nie musi być etatem. Czasem wystarczą „mikro-akcje” – dwie godziny raz w miesiącu, bez podpisywania cyrografu na rok.

  • Docenienie i elastyczność: Organizacje muszą zrozumieć, że sesja to czas święty, a młody wolontariusz to nie darmowa siła robocza do parzenia kawy i kserowania dokumentów.

  • Pokażmy realny efekt: Zamiast mówić o „zmienianiu świata”, pokazujmy konkret: „Dzięki Tobie te 10 osób zje dziś ciepły posiłek”.

A jak to wygląda u Was? Macie za sobą doświadczenia z wolontariatem, czy raczej trzymacie się od tego z daleka z braku czasu? Dajcie znać w komentarzach – bez oceniania, pogadajmy szczerze!

Podobał Ci się ten tekst? Podrzuć go komuś, kto uważa, że „dzisiejszej młodzieży nic się nie chce”. I do zobaczenia w kolejnym wpisie!

Komentarze