Sytuacja z wczoraj. Siedzę w swoim pokoju, na biurku czeka sterta notatek, a w planach mam wreszcie spokojny wieczór z planszówkami, o którym marzyłam od poniedziałku. Nagle wibruje telefon. Wiadomość od znajomego z koła naukowego: „Oliwia, ratuj, posypał nam się grafik na jutrzejszy event. Dasz radę wpaść na trzy godzinki pomóc przy rejestracji?”
Mój mózg krzyczy: „Nie! Jesteś wykończona, masz jutro naukę, a ten event nawet cię nie interesuje”.
A co odpisują moje palce? „Jasne, nie ma problemu, wpadnę”.
Wysyłam to i od razu czuję fizyczny ciężar w żołądku. Złość na samą siebie. Znowu to zrobiłam. Znowu zignorowałam własne potrzeby, bo perspektywa tego, że komuś odmówię - i potencjalnie go urażę - była dla mnie o wiele bardziej przerażająca niż zarwana noc i zmęczenie.
Dlaczego tak bardzo trudno jest nam wypowiedzieć to jedno, krótkie słowo na literę „N”?
Syndrom bycia „dobrym człowiekiem”
Od dziecka jesteśmy uczeni, że odmawianie jest niegrzeczne. Wymaga się od nas uczynności, ugodowości i bycia „bezproblemowym”. Wchodzimy z tym bagażem w dorosłość, a potem dorzucamy do tego jeszcze środowisko akademickie, wolontariat i NGO, gdzie wszystko opiera się na zaangażowaniu i wzajemnej pomocy.
Kiedy ktoś prosi mnie o przysługę, w mojej głowie natychmiast odpala się najgorszy możliwy scenariusz. Wydaje mi się, że moje „nie” zostanie odebrane jako atak personalny. Boję się, że ta osoba pomyśli: „Oliwii już nie zależy”, „Zrobiła się arogancka”, albo co gorsza: „Zawiodłam się na niej”.
Nasze własne granice stają się zakładnikiem cudzego samopoczucia. Wolimy spłonąć z przepracowania, niż zaryzykować, że ktoś przez pięć sekund będzie na nas krzywo patrzył.
Analiza lęku: Co nam się wydaje, a jak jest naprawdę?
Zrozumienie własnego strachu to połowa sukcesu. Kiedy zaczęłam analizować, dlaczego odmawianie sprawia mi fizyczny wręcz ból, zauważyłam gigantyczny rozdźwięk między moim wewnętrznym monologiem a rzeczywistością.
Poniższe zestawienie doskonale obrazuje tę pułapkę poznawczą:
| Wewnętrzny krytyk (To, co podpowiada lęk) | Rzeczywistość (To, jak działa świat) |
| „Ona się na mnie śmiertelnie obrazi i zniszczę naszą relację.” | Prawdopodobnie odpisze „Szkoda, ale rozumiem” i napisze do kolejnej osoby na liście. |
| „Pomyślą, że jestem leniwa, roszczeniowa i nie zależy mi na projekcie.” | Szanowanie własnego czasu to dowód profesjonalizmu i dojrzałości, a nie lenistwa. |
| „Beze mnie to wydarzenie całkowicie runie i to będzie moja wina.” | Organizacja to zespół. Nikt nie jest niezastąpiony, a świat się nie zawali bez mojej obecności. |
| „Skoro mam wolny wieczór w kalendarzu, to nie mam wymówki, żeby odmówić.” | Czas na odpoczynek to pełnoprawne zajęcie. „Nie, bo chcę odpocząć” to kompletne i wystarczające zdanie. |
Jak uczyć się odmawiać (bez spalenia się ze wstydu)?
Asertywność to mięsień, który trzeba wyćwiczyć. Nie da się z dnia na dzień przestać przejmować opinią innych, ale można zacząć od małych kroków i zmiany narracji. Oto kilka taktyk, które staram się wdrażać, żeby odzyskać kontrolę nad własnym kalendarzem:
Zasada bufora czasowego: Nigdy nie zgadzam się na nic od razu. Zamiast automatycznego „tak”, mówię: „Muszę sprawdzić kalendarz w Notion i dam ci znać za godzinę”. To ucina presję chwili i daje mi czas na zastanowienie się, czy naprawdę chcę to zrobić.
Odmawianie projektowi, a nie osobie: Kiedy odmawiasz, oddziel relację z człowiekiem od samej prośby. Zamiast chłodnego „nie dam rady”, lepiej brzmi: „Trzymam kciuki za Waszą zbiórkę i super, że to robicie, ale w tym tygodniu mam absolutny priorytet na naukę i nie mogę wziąć na siebie nic więcej”.
Zmiana „przepraszam” na „dziękuję”: Zamiast kajać się i wymyślać skomplikowane wymówki, próbuję postawić sprawę jasno. „Dzięki wielkie, że o mnie pomyślałeś! Niestety tym razem nie dam rady pomóc”. Zero tłumaczenia się z faktu, że wolę iść na spacer albo poukładać rośliny w pokoju.
Akceptacja chwilowego dyskomfortu: Powiedzenie „nie” zawsze będzie na początku trochę szczypać. Pojawi się ukłucie poczucia winy. Kluczem jest uświadomienie sobie, że ten dyskomfort trwa maksymalnie kilka minut po wysłaniu wiadomości. Alternatywą jest zgoda na coś wbrew sobie – a wtedy frustracja i zmęczenie będą ciągnąć się przez kilka dni.
Każde wypowiedziane „nie” w stronę rzeczy, na które nie mamy siły, to tak naprawdę stanowcze i głośne „tak” dla naszego zdrowia psychicznego, czasu wolnego i wewnętrznego spokoju.

Komentarze
Prześlij komentarz